
Świat przesuwa się pod naszymi stopami – i nie chodzi już o pojedyncze pęknięcia, lecz o całe uskoki tektoniczne pod powierzchnią globalnego porządku. Ostatnie miesiące, lata, kolejne rundy szczytów i negocjacji pokazują, że iluzja „zachodniej wspólnoty interesów” rozpływa się jak poranna mgła nad deltą Jangcy. Sojusze oparte na „wartościach”, deklaracje solidarności i wspólne stoły negocjacyjne – wszystko to okazuje się mieć ekonomiczne, twarde fundamenty, które przesuwają się szybciej, niż Europa jest w stanie nadążyć. Gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze i strategiczne sektory, stare mapy tracą aktualność.
Polska, tłumacz i nowa rola pośrednika
Dla Polski – kraju na peryferiach Unii, rozpiętego między niemiecką a francuską gospodarką, a jednocześnie zerkającego ku Chinom i Azji Południowo-Wschodniej – presja na redefinicję własnej pozycji jeszcze nigdy nie była tak duża. To nie tylko polityka i wielkie deklaracje. To codzienność ludzi takich jak ja – tłumacza, konsultanta, pośrednika między światem Zachodu a Wschodem, pomiędzy Warszawą a Nanningiem.
W takim świecie najcenniejsze stają się umiejętności, które długo uważano za „miękkie”: – niezależne kontakty, – czytanie sygnałów z różnych stron, – elastyczność w działaniu poza utartymi szlakami UE, – budowanie zaufania ponad oficjalną narracją, – tłumaczenie niuansów, których nie obejmują oficjalne komunikaty.
To już nie jest czas na kopiowanie gotowych rozwiązań. Potrzeba suwerenności narracyjnej i biznesowej – umiejętności budowania własnych mostów i prowadzenia rozmów na własnych zasadach, bez czekania na akceptację jednej „wielkiej narracji”.
Nowa jakość dialogu z Azją
W erze coraz bardziej transakcyjnych relacji Zachodu z USA i Chinami rośnie znaczenie kanałów azjatyckich, nowych aliansów, relacji opartych na wzajemnym poznaniu. Nie będzie już powrotu do komfortu „importowania” decyzji z Brukseli czy Waszyngtonu. Każdy kontakt, zlecenie, relacja zbudowana w Chinach czy Azji Południowo-Wschodniej, buduje nie tylko moją, ale i polską niezależność.
Ale to także czas niepewności, ryzyka politycznego, możliwych turbulencji. Liczą się ludzie gotowi poruszać się w szarej strefie między blokami, ludzie z doświadczeniem międzykulturowym, którzy potrafią działać wtedy, gdy inni jeszcze czekają na sygnał „z góry”.
Co robić – z perspektywy tłumacza i pośrednika
– Rozwijać niezależne kontakty w Chinach i ASEAN. – Wzmacniać kompetencje tłumacza–pośrednika–doradcy dla instytucji szukających własnych dróg do Azji. – Budować swoją markę jako ktoś, kto rozumie oba światy i nie boi się złożoności. – Być gotowym na więcej „planów B i C”, bo świat będzie coraz mniej przewidywalny.
Krótko mówiąc: To czas, kiedy nasz głos, kompetencje i relacje mogą być warte więcej niż przez ostatnią dekadę. Ale to także czas, w którym trzeba być czujnym – nie ufać ślepo żadnej wielkiej narracji.
Podnieść żagle, kiedy gasną światła
Czas już więc podnieść żagle. Nawet jeśli ciemność zapada coraz gęstsza, a kompas świata wariuje, pozostaje jeszcze ta samotna gniazda – lśniąca gdzieś nad horyzontem, wskazująca kierunek ku Zatoce Tonkińskiej.
Być może właśnie teraz warto wypłynąć – nie po to, by odnaleźć „nowy ląd”, ale by przypomnieć sobie, czym jest droga, w której nie wszystko zostało już opisane i podzielone na strefy wpływów. Bo prawdziwa podróż zaczyna się tam, gdzie kończą się mapy – a zaczyna własna odwaga i wiara, że na końcu szlaku czeka coś więcej niż „plan minimum”.
Niech wiatr będzie łaskawy – i niech gniazda na niebie nie gasną, póki żeglują ci, którzy pamiętają o świecie poza szlakami.
